LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

2015/01/29

Pół roczku

Wczoraj Alicja skończyła pół roku. Mam teraz w domu zamiast malutkiej, bezbronnej istotki, młodą damę z charakterem.

Wagę 3,6 kg zamieniła na blisko 9 kg, co sprawia że jest cudownie pulchnym dzieckiem z oponkami gdzie się tylko da. :D Do tego potrafi mówić 'tatatata', 'alalala' , stękać, piszczeć i wydawać masę innych mniej lub bardziej przyjemnych dźwięków. Pięknie podciąga się za rączki i zamiast siedzieć wolałaby już stać na nogach, a najlepiej od razu chodzić z tą swoją lekko trzęsącą się na nogach pupcią. Uwielbia leżeć na golasa i łapać się za kolanka, a już najbardziej objadać się z dużym zamiłowaniem własnymi stopami. Bez problemu przewraca się z plecków na brzuszek i odwrotnie, a od kilku dni turla się w błyskawicznym tempie po całym pokoju (jesteśmy przerażeni!).

Wciąż ma niewiele włosów na głowie. Jedynie taki śmieszny puszek jak kurczaczek <3, który po przeczesaniu sterczy do góry. Do tego ogromne, niebieskie i bardzo ciekawe świata oczy. Bystre, pulchne łapki, które chcą wszystko macać i wkładać do buzi oraz cudowny, rozbrajający uśmiech z dwoma lekko już wystającymi i ostrymi jak brzytwa siekaczami.

Mogłabym jeszcze długo tak wymieniać i wzdychać i piać z zachwytu. Dla nas te pół roku to najintensywniejszy i jednocześnie najpiękniejszy czas w naszych życiach. Jesteśmy absolutnie zakochani w naszej córce. Każdy drobiazg, każda błahostka i nowa umiejętność choćby taka jak siedzenie przy stole z nami sprawia, że się rozczulamy i pękamy z dumy.   :D

Ps. Zdjęcia robiłam dokładnie na pół roczku. :) Tak wiem, jest ich dużo. Nie mogłam się zdecydować co wybrać, bo uwielbiam wszystkie. :D

2015/01/20

Ząbkowanie i inne pożeracze czasu

Trochę mnie tu nie było. Całkowicie pochłonęły mnie najpierw Święta i Nowy Rok, a potem na dobre rozkręciło się ząbkowanie. Już nie przesypiamy całych nocy. Jesteśmy teraz na etapie, kiedy Ala budzi się w nocy co dwie godziny, a czasem nawet ma godzinną przerwę w środku nocy i nijak nie mogę jej wtedy uśpić.  Po takiej nocy raczej nie tryskam energią. Dni też nie należą do najłatwiejszych, bo ząbkowanie i za dnia daje się we znaki. W wielkim skrócie - jesteśmy padnięci.

Na szczęście dwaj, mali winowajcy już się pojawili. Pierwszy prawy, dolny siekacz przebił się dokładnie na początku 25 tygodnia, drugi trzy dni później.  Jeszcze tylko osiemnaście mleczaków przed nami i z głowy. Hehehe. :)

W każdym razie kiedy tylko zęby nie dokuczają cieszymy się sobą ile tylko możemy. Na zdjęciach nasz pierwszy, rodzinny, świąteczny spacer. Tak, zdjęcia są jeszcze z 2014 roku.

Oczywiście, jak tylko zęby będą bardziej widoczne, to postaram się o zdjęcia małych, bialutkich falbaniastych siekaczy. Teraz mało co widać (minimalnie widać tu), za to dobrze czuć. :)





2014/12/30

Powrót do formy

Zaraz po powrocie ze szpitala z małym zawiniątkiem poza oczywistą oczywistością jaką jest fascynacja dzieckiem jest jeszcze jedna ważna sprawa która spędza sen z powiek matkom – powrót do formy.

Oczywiście najlepiej byłoby wrócić do domu, wyciągnąć ukochane, ciasne rurki i się w nie wcisnąć bez większego problemu. Pewnie takie przypadki istnieją, jednak chyba zdecydowana większość nie ma tak łatwo. Ja nie byłam wyjątkiem. Zaraz po powrocie do domu wskoczyłam na wagę i prawdę mówiąc wynik zaskoczył mnie na tyle, że byłam prawie pewna tego, że już nigdy nie założę ciuchów sprzed ciąży.

Jednak powoli, pomalutku całodobowa opieka nad kruszynką, karmienie piersią, nieprzespane noce, dieta eliminacyjna i długie spacery zrobiły swoje. Po trzech miesiącach i prawie dwudziestu kilogramach mniej, wcisnęłam się w swoje ulubione rurki sprzed ciąży. Tak! Wróciłam do starej wagi, a nawet ważę trochę mniej. Otwieram szafę i wiem, że jedynym ograniczeniem jest dobór stroju tak, abym mogła karmić piersią. :)

Na zdjęciach poniżej (które były robione jakiś czas temu, kiedy jeszcze nie było śniegu ani mrozu) możecie zobaczyć te moje ukochane rurki ;) razem w zestawie z pasiastą chustą do karmienia Seraphine Madison.

2014/12/27

Jest biało!

Miło było wstać w drugi dzień Świąt, wyjrzeć za okno i zobaczyć pierwszy śnieg tej zimy. Całe szczęście nie zasypało nas po kolana, a wszystko delikatnie zostało przysypane śniegiem. Nareszcie jest biało! Jest też jaśniej, przyjemniej, bardziej nastrojowo i całkiem mroźno.
My się jednak mrozu nie boimy i chodzimy na białe spacery już we trójkę. Ala jest jeszcze za mała, żeby reagować na śnieg i najczęściej słodko przesypia spacery cieplutko otulona aż po sam nos. Jestem ciekawa jak to będzie z tym śniegiem za rok. Zobaczymy błyszczące ze ździwienia oczy i usłyszmy pisk przy jeździe na sankach.


2014/12/16

Wegański krem z soczewicy i marchewki

Przedstawiam przepis na wegański krem z soczewicy i marchewki. Idealny na jesiennie i zimowe obiady. Całkiem szybki do zrobienia,  a co ważne rozgrzewający, sycący i pożywny.

Potrzebne składniki:
1 szklanka czerwonej soczewicy
2 średnie marchewki
1/2 papryczki chilli
2 ząbki czosnku
2 szklanki bulionu warzywnego*
4 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżeczka słodkiej mielonej papryki
2 łyżki sosu sojowego

Opcjonalnie do posypania:
posiekana świeża bazylia
ziarna słonecznika
grzanki

Marchewkę obrać i zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Soczewicę wypłukać pod zimną wodą na sicie. Obrać oraz pokroić czosnek i papryczkę chilli. Rozgrzać w garnku oliwę z oliwek, dodać marchewkę i podsmażać przez około 2-3 minuty. Następnie dodajemy soczewicę, papryczkę chilli i wyciśnięty przez praskę czosnek. Podsmażamy kolejne 2-3 minuty. Całość zalewamy bulionem warzywnym i gotujemy około 15 minut na średnim ogniu, tak aby soczewica i marchewka były miękkie. Zdejmujemy z ognia i doprawiamy sosem sojowym i mieloną papryką. Blendujemy na jednolitą masę. Gotowe! Podaję z ziarnem słonecznika, świeżą bazylią i grzankami.**

* Bulion warzywny robię gotując na wodzie włoszczyznę z przyprawami.
** Grzanki zrobiłam z chleba razowego pokrojonego w kostkę i podsmażonego na oliwie z oliwek na patelni.